Kasia Moś

Fat. Tak nazywa się utwór z płyty Kasi Moś, gdzie Kasia ciekawie bawi się głosem, a w tle słychać głęboki miły dla ucha bas. Słuchając kolejnych utworów myślę sobie, że ten, którego właśnie słucham jest najfajniejszy, i tak zapętla się to myślenie przez całą płytę…
A w zasadzie dwie płyty, bo całość została podzielona na dwie części. Pierwsza to chyba coś jak new age pop o ile coś takiego istnieje, bo w sumie ciężko nazwać jaki to styl muzyczny. Druga część jest spokojna, gdyby dodać tam trąbkę od Chrisa Bottiego to mógłby być z tego jazz 😉 Jedyną wadą jest to, że są one stosunkowo krótkie, więc zrzuciłem płyty do formatu flac (bezstratna kompresja) i nagrałem wszystko na jedną dla wygody.
Cholera chciałbym, żeby moja żona krzyczała na mnie tak jak robi to Kasia w utworze „Beautiful sunrise” 🙂 Naprawdę dziwie się, że na spotify Kasia ma tak mało odsłuchań. Wątpię, żeby było tak mało ludzi szukających czegoś nowego dla ucha, dlatego mam nadzieję, że przez ten wpis chociaż jedna osoba posłucha tego, co znajduje się na płytach. A swoją drogą płyta w rękach też całkiem przyjemnie się prezentuje, polecam bo warta jest swojej ceny.
Kasię Moś pewnie większość ludzi kojarzy z reklam link4, które całkiem fajnie wyszły moim zdaniem. Niestety po przesłuchaniu tych płyt czuję spory niedosyt i czekam na kolejne utwory.
Dla leniwych:
Dla jeszcze bardziej leniwych cover „Biała armia” (ciekawe, czy biała sukienka mała w tym przypadku przyciągnąć uwagę?):
Po przesłuchaniu całej płyty do przebudzenia umysłu ze stanu chillout warto posłuchać starego dobrego System Of A Down 🙂